TransInfo

InfoBus

InfoRail

InfoTram

InfoBike

InfoAir

InfoShip

Koniec procesu ukraińskiego kierowcy autokaru
PAP - Opublikowano: 06.06.2019 09:00:42
Koniec procesu ukraińskiego kierowcy autokaru; fot. Policja

4 czerwca zakończył się proces kierowcy ukraińskiego autokaru za sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym.

4 czerwca, przed Sądem Okręgowym w Przemyślu, zakończył się proces kierowcy ukraińskiego autokaru oskarżonego o umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, w wyniku której śmierć poniosły trzy osoby, a 50 odniosło obrażenia, w tym kilkoro ciężkie. Ogłoszenie wyroku wyznaczono na 12 czerwca.

Do katastrofy doszło w sierpniu ub.r. w Leszczawie Dolnej (Podkarpackie).

Mowy końcowe

W mowie końcowej we wtorek przed przemyskim sądem prokurator Beata Starzecka zażądała dla 42-letniego Mykoły Ł. 6 i pół roku pozbawienia wolności, 15-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na terenie RP i zwolnienie oskarżonego z opłat sądowych ze względu na jego sytuację materialną.

Pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej Tamary P. (żona mężczyzny, który zginął), będąca także pokrzywdzoną w katastrofie, oraz kilkorga innych pokrzywdzonych, wnioskował o minimum 10 lat więzienia, 15-letni zakaz prowadzenie wszelkich pojazdów mechanicznych na terenie RP oraz 200 tys. zł zadośćuczynienia dla wdowy.

Obrona kierowcy

Obrona natomiast wniosła w pierwszej kolejności o uniewinnienie w związku z uzasadnionymi wątpliwościami co do opinii biegłego z zakresu ruchu drogowego. Przed mową końcową obrońca zawnioskował do sądu o wyznaczenie kolejnego biegłego, ale sąd nie zgodził się na to. Sprzeciwili się temu prokurator i oskarżyciel posiłkowy uznając, że inny biegły niczego nowego do sprawy nie wniesie, a jego powołania ma służyć jedynie przeciąganiu procesu.

Jeżeli jednak sąd nie uniewinni oskarżonego, to obrona wnioskuje o zmianę kwalifikacji prawnej czynu z umyślnego spowodowania katastrofy na nieumyślne i wymierzenie kary w dolnych granicach przewidzianych przez Kodeks karny. (Kk przewiduje w takim wypadku od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, a przy obecnej kwalifikacji - od 2 do 12 lat pozbawienia wolności – PAP).

Jeżeli i ten wniosek nie zostałby uznany przez sąd, to obrona chce, aby wymierzyć oskarżonemu 5,5 roku pozbawienia wolności, jako adekwatnej kary do zarzucanego czynu, czyli w takim wymiarze, w jakim została przed procesem ustalona z prokuraturą, gdy oskarżony chciał się dobrowolnie poddać karze.

Mykoła Ł. w ostatnim słowie prosił o sprawiedliwy wyrok i przeprosił pokrzywdzonych i ich rodziny. Mówił też, że nie jest winny temu, że on żyje, a ofiary zginęły.

Przebieg procesu

Proces rozpoczął się w marcu br. Wówczas Mykoła Ł., po odczytaniu aktu oskarżenia, przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień. Wyraził także chęć dobrowolnego poddania się karze. Jej wymiar uzgodniony z prokuraturą to 5,5 roku pozbawienia wolności i 15-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na terenie Polski.

Jednak wówczas Tamara P. nie zgodziła się na taki wymiar kary; jej zdaniem powinno to być 10 lat więzienia.

Jak argumentowała - w wypadku straciła męża, a jej czteroletnie dziecko ojca. Sama do tej pory jest w złym stanie psychicznym po wypadku. Ponadto kierowca cały czas jechał bardzo szybko, a siedząca obok niego pilotka wycieczki jeszcze go poganiała.

W związku ze sprzeciwem kobiety dotyczącym wymierzenia kary bez przeprowadzania procesu rozprawa toczyła się dalej.

Według aktu oskarżenia kierowca autokaru umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa i spowodował katastrofę w ruchu lądowym. Na trasie przejazdu nie zachował bowiem należytej ostrożności, jechał z prędkością znacznie przekraczającą dozwoloną przez co godził się na spowodowanie katastrofy.

Jak ustalił biegły z zakresu ruchu drogowego kierowca na odcinku drogi poprzedzającym zdarzenie jechał z prędkością 82 do 85 km przy ograniczeniu do 50 km/h, a później jeszcze szybciej, bo 100-102 km na godzinę. Natomiast w miejscu katastrofy, gdzie było ograniczenie do 30 km jechał z prędkością 70-72 km/h.

Ponadto Mykoła Ł. miał zignorować tablice ostrzegawcze na odcinku ze znacznym spadkiem terenu i niebezpiecznymi zakrętami.

W toku postępowania prokuratorskiego Mykoła Ł. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Utrzymywał, że od kiedy zobaczył znak informujący o serpentynach na drodze jechał z prędkością 50-60 km na godz., natomiast znaku o ograniczeniu prędkości do 30 km nie zauważył, widział wcześniej znak o ograniczeniu do 50 km/h. Przyznał, że w krytycznym momencie usiłował hamować. Twierdził, że próbował użyć hamulca górskiego, który nie zadziałał, a ręcznego nie zdążył zaciągnąć.

Ponadto przyznał, że droga była trudna, nawierzchnia śliska, i była mgła. Mówił, że trasę podróży i przekroczenie polsko-ukraińskiej granicy przez przejście w Krościenku wyznaczyło biuro podróży - organizator wycieczki, a on nie znał tej drogi i prowadziła go nawigacja.

Sierpniowy wypadek

Do wypadku doszło na drodze nr 28 między Przemyślem a Sanokiem kilka minut po godz. 22 w piątek 17 sierpnia 2018. Autokar, którym podróżowały - oprócz kierowcy - 53 osoby, na ostrym zakręcie przebił barierę energochłonną, zjechał z pasa jezdni i stoczył się z wysokiej, trawiastej skarpy, kilkakrotnie koziołkując.

W wypadku zginęły trzy osoby, które zostały przygniecione przez przewrócony autokar. Pozostali pasażerowie doznali obrażeń ciała, w tym kilkoro ciężkich. Ofiary śmiertelne to dwie kobiety w wieku 30 i około 50 lat oraz 32-letni mężczyzna.

Mykoła Ł. jest kierowcą od 10 lat, od około 6 lat pracuje jako kierowca autokarów turystycznych, a od stycznia 2018 r. jeździł na trasach międzynarodowych, w tym do Austrii, Włoch, Niemiec, Czech. W autokarze miał zmiennika, ale – jak powiedziała prokurator – całą drogę od wyjazdu ze Lwowa - od około godz. 15.30 w piątek polskiego czasu (16.30 ukraińskiego) - prowadził sam. Był trzeźwy.

Autokarem jechała wycieczka ze Lwowa do Wiednia. Pasażerami były osoby w wieku 8-55 lat.(PAP)


Spodobał Ci się ten artykuł? To polub nas na
Sprawdź też:
wypadek
sąd
Podkarpackie
  • Krzysztof Rubik – 06.06.2019

    Wydaje mi się że jakby pasażerowie mieli zapięte pasy bezpieczeństwa to by przeżyli wypadek. Sporo jeżdżę i widzę że ludzie nie zapinają się, wychodzą z założenia że w autobusie nie trzeba, a jednak one ratują przy takich sytuacjach życie.

Dyskutuj pod tym artykułem bezpośrednio na !

Dodaj komentarz

Aby móc dodawać komentarze należy się zalogować
Portal TransInfo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy. Mechanizm komentowania służy merytorycznej dyskusji dotyczącej informacji oraz materiałów umieszczanych w Portalu TransInfo.pl. Pragnąc przestrzegać obowiązującego prawa oraz zachować merytoryczny charakter dyskusji informujemy, że komentarze pozamerytoryczne, obraźliwe, utrzymane w tonie lekceważącym osoby trzecie lub zawierające jednoznaczne oskarżenia wobec tych osób będą usuwane. InfoBus zastrzega również sobie prawo redakcji bądź skrótów pojawiających się na portalu opinii.